You are currently viewing their hands will become useless
Odilon Redon, Nasturtiums, 1905.

Language: Polish
Poet: Piotr Maur
Translator: Katarzyna Jakubiak
Region: Poland

SHARE:

their hands will become useless

Three poems by Piotr Maur, translated from Polish by Katarzyna Jakubiak

Zapomniana Era

wczesną wiosną najpierw zrywał się wiatr
bardziej porywisty niż zimą, pełen lepkiej,
ciepłej wilgoci. potem zrywały się ptaki,
na końcu my. na kanale pękały lody, kry
powoli ruszały z nurtem za starym browarem,
w miejscu, gdzie koryto wody ostro skręcało,
kry gromadziły się, zderzały, nawarstwiały
jak te wszystkie ery, o których uczono nas
w szkole. chodziliśmy tam bawić się w berka.
biegaliśmy po krach, przeskakiwaliśmy
z jednych na drugie popisując się przed sobą
nawzajem sprytem i pogardą dla niebezpieczeństwa,
aż przestaliśmy je widzieć, czuć tak, jakbyśmy nagle
po którymś skoku znaleźli się w innym czasie,
przedostali się do jakiejś nieodkrytej jeszcze
lub zapomnianej ery,
gdzie życie i śmierć są
dwiema różnymi formami trwania.

z drugiego brzegu krzyczeli na nas starcy.
wzywali policję i pana boga.
nadaremnie.
czy byliśmy żywi, czy martwi?
nie pamiętam.

Forgotten Age

in early spring the wind rose first,
gustier than in winter, full of
mugginess and warmth. the birds rose next,
in the end we did too. ice was cracking on the canal, floes
started down with the current. behind the old brewery,
where the river turned sharply,
the floes clashed and piled up in strata
like all those ages we were studying
at school. we went there to play tag,
to run through the ice, jumping
from one floe to the next, showing off
our cunning and disdain for danger
until we stopped seeing and feeling the ice
as if one jump suddenly landed us in another time,
some as yet undiscovered
or forgotten age,
where life and death
are merely different states of being.

old men shouted at us from the riverbank
calling for the police and god
in vain.
were we alive, or dead?
i can’t remember.

eppur si muove

kiedyś był prawdziwym mistrzem.
kilka pożółkłych dyplomów wisi jeszcze
na ścianie ponad śniedziejącym lustrem.
teraz jego dłonie sprawne są dopiero
po kilku wódkach.
w mętnym oku pojawia się błysk,
co może być oznaką zarówno zdrowia,
jak i szaleństwa.
strzygąc mnie powiela zasłyszane w radio,
wyczytane w gazecie informacje.
jego erudycja mnie przytłacza,
wbija głębiej w fotel.
przeraża łatwość, z jaką odmawia
racji bytu wielu problemom,
wygłasza sądy, wydaje wyroki
to z prawej, to z lewej strony.
kiedy podgala mi kark brzytwą,
z całych sił pragnę być gdzieś indziej.
lecz dopóki on nie skończy,
siedzę jak na torturach
obserwując jego poczynania w lustrze.
milczę.
milczę tchórzliwie
mając na uwadze fakt, jak łatwo można
przesunąć brzytwę z karku na szyję,
jak kruche jest ciało, ścięgna i żyły,
jak błahe jest to, co myślimy,
co bierzemy za prawdę lub fałsz
w obliczu ostrza.

eppur si muove

he used to be a true master.
a few faded diplomas still hang on the wall
above the rusting mirror.
now his hands work only
after a few shots.
a flash appears in his cloudy eye,
which could be a sign of both health
and madness.
cutting my hair, he mouths the news
he’s heard on the radio or read in the papers.
his erudition disarms me
makes me sink deeper in my chair.
i’m terrified at the ease with which
he denies problems their rationales,
proclaims judgements, announces sentences
left and right
as he shaves the nape of my neck.
how i long to be somewhere else.
but until he finishes
i stay as if yielding to torture,
watching his act in the mirror.
i keep silent,
cowardly silent,
conscious how easy it would be
to move the razor down my neck,
how fragile the body is, with its sinews and veins,
how trivial our thinking
and what we take for truth or lie
when faced with a blade.

Kapłani

niedziela. z otwartych okien wylewa się na ulicę msza.
kobiety wychylone z okien wystawiają twarze ku słońcu.
ich głowy pośród doniczek są jak kwiaty, które bez trudu zakwitną wszędzie, mężczyźni krążą po mieszkaniach
w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia. półnadzy
wychodzą na balkony, dokarmiają koty i mewy.
z zazdrością spoglądają na sąsiadów grzebiących
w bebechach wiecznie zepsutych aut. potem wchodzą
w głąb mieszkań niektórzy coś znajdują. ci, którzy nic
nie znaleźli, stają obok swych kobiet lub dzieci. być może
z obawy, że ich dłonie stają się zbędne, kładą je na ich
ramionach lub głowach. niewykluczone też, że to
ostatni kapłani umierającej wiary, trochę wzniośli,
trochę śmieszni w obwisłych, spranych gaciach,
przyłapani na geście błogosławienia miastu i światu.

Priests

sunday. a mass pours onto the street out of open windows.
women lean out, turning their faces toward the sunlight.
their heads among flowerpots may
bloom anywhere. men pace their apartments
looking for things to do, they step onto
balconies half-naked to feed cats and seagulls.
they throw jealous glances at their neighbors rummaging
the guts of their ever-broken cars. they retreat
to the depths of their homes. some find things. those who don’t
stand next to their women and children. perhaps
out of fear that their hands will become useless they place them
on their shoulders and heads. it’s possible
that these are the lasts priests of a dying faith, part-sublime
part-pathetic in their sagging, worn-out pants,
caught in the gesture of blessing the city and the world.

Piotr Maur‘s six poetry collections include Bezmiar miłości [Vastness of Love], nominated for the Józef Czechowicz National Poetry Award in 2006. He is the recipient of the 1996 Georg Trakl Poetry Award from the Consulate General of Austria in Kraków. He currently lives in the United States.

Katarzyna Jakubiak is a translator, a scholar and a creative writer. Her collection of genre-transcending prose Obce stany [Alien states] was published in Poland in 2022. In 2021 she won the Tarumoto Short Fiction Prize from the magazine Blackbird. She is Associate Professor of English at Millersville University of Pennsylvania.

These three poems appear in Piotr Maur’s third poetry collection, Bezmiar miłości [Vastness of Love] (Zielona Sowa publishers, 2006).